Tinder.

Kiedy myślę o samotności i odosobnieniu mam na myśli ogromny aspekt mojego życia i pewną stałą, która mi towarzyszy i przeszyła na wskroś, niczym starokawalerskie zwyczaje siedemdziesięciolatka, który już tak bardzo nawykł swoimi utrwalonymi dziwactwami, że mieszkanie z drugą osobą wydaje mu się pomysłem wprost niedorzecznym i niemożliwym. A może jest tak, że już zapomniałem to co znaczy? Po której stronie łóżka powinienem leżeć, a po której Ty? O której chodzimy spać, co lubimy zjeść na obiad i jakiej muzyki słuchamy wspólnie? Jakich znajomych omijamy szerokim łukiem, a kogo warto zaprosić na popołudniowy obiad? Jakie są nasze małe zwyczaje, bo jesteśmy parą? W końcu to My kontra świat! A kiedy już My kontra My, to już to prędzej zamieciemy ten cały bałagan pod dywan, niż będziemy się nawzajem oczerniali przed przyjaciółmi. Bo tak się po prostu nie robi, a My mamy swoje zasady. Tak to chyba było, ale przecież nie mogę mieć pewności. Ponieważ dawno zapomniałem, nie przywykłem. Mieszkam sam. Wypełniam jednak szczelnie swoje luki potrzeb społecznych. towarzystwem ludzkim. Bo mogę i tak wybieram. Ponieważ w innym przypadku życie byłoby zaledwie stratą czasu.

Kiedy myślę o tym jak bardzo mogę być odosobniony, wracam myślami do lutego tego roku. Wsiadłem wtedy w samochód w nocy w samym szlafroku. Samochód zostawiłem w lesie i udałem się w klapkach na dziką plażę nad jeziorem. Rozebrałem się do naga i zanurkowałem w lodowatą wodę. A w wodzie była już tylko nieprzenikniona ciemność i chłód przeszywający zmysły, aż do ich wyłączenia. I pomyślałem, że w tej nocy, w tym lesie i ukryty w mrocznej wodzie, bardziej odosobniony od ludzi być już nie mogę. To jest ostateczna bariera i nigdy nikogo nie znajdę w tej ciemności, prócz samego siebie. Ale są inne bariery. Takie, których nigdy nawet nie musnę, choćbym bardzo się postarał. Spotykam w domu opieki dziennej chłopaka przyklejonego do wózka inwalidzkiego. Ma On czterokończynowe porażenie mózgowe. Ale dużo myśli i obserwuje, to po prostu widać. Choćby bardzo chciał, a chce na pewno, nie odpowie mi na żadne pytanie. Bardzo dużo czasu zajęło mi nawiązanie z nim relacji, choć zwykle z osobami upośledzonymi nie mam problemu. Są to przeważnie najszczersi i najsympatyczniejsi ludzie jakich znam. Ale jak rozmawiać z kimś, kto nie może odpowiedzieć w żaden sposób? Czy on w ogóle chce słuchać, tego co mam do powiedzenia? Przecież nie może nigdzie odejść, kiedy będzie miał mnie dosyć. Każdą emocję jest wstanie wyrazić jedynie spazmatycznym ruchem ciała poza jego kontrolą, które może oznaczać zasadniczo wszystko. Albo kompletnie nic. Było mi wstyd, zajęło mi to mnóstwo czasu, ale w końcu zacząłem do niego podchodzić i opowiadać. Opowiadać o wszystkim i o niczym, nie wiedziałem co mogłoby mu się wydawać interesujące. Możemy komunikować się jednostronnie, jednak wiem, że On rozumie doskonale każde wypowiedziane przeze mnie zdanie. Kiedyś załatwili mu drogi sprzęt, dzięki któremu mógł formułować słowa. Odpowiedzi na pytania jego kolegów i koleżanek z grupy zajęciowej pojawiały się na ekranie komputera i wszyscy byli oniemieli, że jednak On „mówi”. Ale to było tylko jedno popołudnie, jedno spotkanie, jedna okazja. Sprzęt drogi i jeździ po całej Polsce jak długa i szeroka. On został ponownie ze swoimi napięciami mięśniowymi i zgaduję, że także z ogromym żalem, że ktoś go poszczuł możliwością komunikacji i natychmiast tę zbawienną funkcję odebrał. Kiedy go widzę, to czuję, że są pokłady mroku i samotności, o których nie mam pojęcia. On jednak nie może mi o nich opowiedzieć, ponieważ na tym polega jego bariera. Tkwi w swojej powłoce i choćby bardzo chciał, to nigdy nie pojedzie zimą kąpać się na dzikiej plaży nocą na waleta, bo ma takie starokawalerskie przyzwyczajenia, no a w domu nie czeka nikt, kto miałby się z tego powodu zamartwiać. On jest przyklejony do wózka i zaledwie obserwuje życie, które się wokół rozgrywa, a którego nigdy nie będzie uczestnikiem. Ja mogę wybrać. Mogę dołączyć do innych, kiedy znowu znudzi mi się samotny spacer w mroku.

Papierowy bohater Marka Hłaski powiedział, że „ludzie samotni są także potrzebni, aby inni rozumieli, jak straszną rzeczą jest samotność i starali się przed nią uchronić.” I ja to doskonale rozumiem, kiedy patrzę na Nią. Siedzi zawsze na piętrze ośrodka opieki w drugim pokoju. Jest niewidoma i głucha. Zastanawiam się nad jej światem, który zdaje mi się być jedynie doskonałą ciemnością i nieprzeniknioną ciszą. I choć to absolutnie smutne, dzięki Niej czuję się największym farciarzem na świecie, który właśnie wygrał sto milionów. It’s a match.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jednorożec

Do gazu.

Koniec nieskończoności